Immona wrote:
>>Inne sposoby musza polegac na wspieraniu tych firm, ktore sa
>>konkurencyjne, czyli daja szanse na stworzenie miejsc pracy, ktore nie
>>beda zalezne od niskich kosztow pracy. Niestety - z powodow, ktorych nie
>>znam, a podejrzewam ze najwazniejszym jest po prostu glupota (ladniej
>>mowiac - ignorancja) - nikt nie probuje w Polsce wspierac takich firm.
>>Przyznam tez, ze nie jest to proste, ale niekoniecznie trzeba wszystko
>>wymyslac na nowo. Na Swiecie wymyslono wiele sposobow na popieranie takich
>>firm. Wystarczyloby je po prostu skopiowac.
>Co konkretnie masz na mysli?
Konkretnie mam na mysli to, ze konieczne jest wspieranie wlasnej
)polskiej - miejscowej) przedsiebiorczosci, ktorej celem jest tworzenie
lub rozwoj firm, ktore moglyby zaoferowac wlasne, oryginalne produkty
lub uslugi. Na Swiecie stosuje sie na przyklad nastepujace metody:
1. Kredyty i subwencje dla ludzi, ktorzy startuja nowe firmy i maja
oryginalne pomysly, doswiadczenia, itd.
2. Wspieranie i finansowanie projektow majacych na celu tworzenie nowych
oryginalnych produktow w istniejacych firmach przy pomocy kredytow i
subwencji oraz odpowiednio skonstruowanych przepisow.
3. Wspieranie struktur oferujacych kapital ryzyka (fundusze, tzw.
business angels).
4. Granty finansujace konkretne projekty.
5. Wspieranie prac badawczo rozwojowych i potrzebnej do tego infrastruktury.
6. Tworzenie centrow wspierajacych firmy innowacyjne poprzez oferowanie
im tanszych pomieszczen, pomocy organizacyjnej, merytorycznej, itd.
7.Tworzenie klimatu wspierajacego wlasna przedsiebiorczosc i innowacje.
Wszystkie te rzeczy w Polsce nie wystepuja, lub tez - co najwyzej -
sladowo. Niektore w formie karykaturalnej, a naprawde wiem, o czym
mowie, bo mam w tym wzgledzie swoje doswiadczenia. I to nie tylko
polskie. Ludzie zajmujacy sie takimi rzeczami w Swiecie sa regularnie
zaszokowani polskim podejsciem do tych spraw. Czasem po prostu nie
wierza, ze cos takiego moze ktos robic. Ale tak to juz jest takze w tej
dziedzinie: Polska jest krajem nieograniczonych niemozliwosci.
>Mi wlasnie wpadlo do glowy, ze wykwalifikowani ludzie mogliby pisac za darmo
>lub za niewielka oplata (oplacani przez panstwo/UE) projekty/wnioski o
>dotacje unijne dla firm, ktore w zwiazku z dotowanymi inwestycjami
>zwiekszylyby zatrudnienie. Poniewaz pisanie wnioskow to zaawansowana sztuka
>przy wiekszych projektach i firmy konsultingowe pobieraja za to duze oplaty,
>taka pomoc moglaby zachecic przedsiebiorcow, zeby wymyslac takie inwestycje,
>przy ktorych zwiekszy sie zatrudnienie - bo wtedy bedzie ich mniej lub nic
>kosztowac zawalczenie o te dotacje.
To na pewno nie jest glupia idea. Takie dzialanie nikomu nie moze
zaszkodzic. Ale trzeba wiedziec, ze pisanie wnioskow o wsparcie i ich
"popychanie" to jest tradycyjna i dobrze funkcjonujaca branza. Tak jak i
szkolenia. Duza czesc pieniedzy oferowanych przez rozne instytucje
krajowe i miedzynarodowe jest pozeranych przez takie struktury. I choc
to jest dzialalnosc ewindentnie pasozytnicza, to ma sie nader dobrze.
Poniewaz szczegolnie w takich krajach jak Polska ludzie z tych struktur
sa dobrze "umocowani" w strukturach wladzy, to nie sadze, zeby Twoja
idea przeszla.
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst ->>Mozna oczywiscie wspierac firmy, ktore moga konkurowac jedynie niska cena
>>sily roboczej, ale taka polityka ma dosc krotkie nogi. To akurat jest w
>>Polsce robione, szczegolnie w odniesieniu do bylych lub aktualnych
>>panstwowych molochow. Na to przeznaczana jest znaczaca czesc budzetu. I
>>jest to poltyka niewatpliwie skuteczna. Doprowadzenie do racjonalnej
>>wielkosci zatrudnienia w takich firmach spowodowaloby olbrzymi wysyp
>>bezrobotnych. Powodueje ona jednak obciazanie innych podmiotow
>>gospodarczych.
>doprowadzanie do racjonalnej wielkosci zatrudnienia jest rownie kosztowne
>jak podtrzymywanie nieracjonalnej. Mialam okazje wysluchac prezentacji
>jednego z pracodawcow branzy hutniczej o tym, jak sie udalo zmniejszyc
>zatrudnienie w polskich hutach z 143 000 do dwudziestu paru tysiecy w
>przeciagu kilku czy kilkunastu lat, prawie bez strajkow, pozwow sadowych i
>bez wiekszych niepokojow spolecznych. Jak sie udalo? Panstwo pomoglo.
>Uwazam, ze taki wydatek ma wiekszy sens niz podtrzymywanie przerostu, bo
>jest jednorazowy i doprowadza przedsiebiorstwo do stanu rzeczywistej
>konkurencyjnosci - ale pokomunistyczne molochy sporo kosztuja budzet, czyli
>nas wszystkich, tak czy inaczej, w kazdej wersji.
Szczera prawda, ale wiekszosc wydatkow tego typu przynosi niestety tylko
efekt w postaci utrzymywania zbytecznych miejsc pracy.
- Ukryj cytowany tekst -- Pokaz cytowany tekst ->>Wspieranie samych bezrobotnych, np. przez szkolenia ma oczywiscie sens,
>>ale tylko ograniczony. Dotyczy to bowiem jedynie niewielkiej ilosci
>>zawodow, w ktorych brakuje fachowcow. Przy znacznym bezrobociu efekt tego
>>nie moze byc wielki.
>Zdziwisz sie - mnostwo sfrustrowanych pracodawcow skarzy sie na trudnosci w
>znalezieniu dobrego pracownika. I nie chodzi bynajmniej o wysoko
>wykwalifikowanych specjalistow, ale o osoby: zmotywowane, pracowite, lojalne
>wobec firmy, uczciwe (swiadkowie Jehowy maja nadal wziecie za to i problemu
>bezrobocia wsrod nich prawie nie ma, bo sie dobrze rozreklamowali, ze nie
>kradna), gotowe dac od siebie cos wiecej niz wymagane minimum, gotowe sie
>uczyc. Przedsiebiorcy nie majacy szczescia miec siatki znajomosci, po
>ktorych mozna rozeslac rekrutacyjne wici przyjmuja kolejne osoby na okres
>probny i rozczarowani zwalniaja. Szkolenia, moim skromnym zdaniem,
>nalezaloby robic w zakresie mentalnosci, a nie kwalifikacji.
To na pewno prawda, ale szkolenia nie stworza nowych miejsc pracy, to
jest po prostu margines. Pracodawca moze co najwyzej dzieki temu
wymienic slabo wyszkolonego na lepiej wyszkolonego, ale nie powstanie
dzieki temu nowe miejsce pracy, chyba, ze dla nauczycieli.
Wieslaw Bicz